Bardzo często słyszymy na początku: „Kiedyś coś umiałem, ale chyba wszystko zapomniałem”.
Potem zaczynamy rozmawiać i zwykle okazuje się, że to „wszystko” ma się całkiem nieźle. Jedno słowo wraca po chwili, jakieś zdanie pojawia się samo, coś trzeba sobie spokojnie przypomnieć. Są też rzeczy, które rzeczywiście gdzieś wyparowały i trzeba nad nimi popracować dłużej. Po kilku czy kilkunastu latach przerwy trudno oczekiwać czegoś innego.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy człowiek uznaje, że skoro nie pamięta wszystkiego, powinien zacząć jeszcze raz od początku. Czy po latach przerwy naprawdę trzeba zaczynać angielski od zera? Otworzyć pierwszy rozdział podręcznika, przejść przez to be, kolory, miesiące i pytanie o ulubione hobby. Można. Tylko po co? Warto najpierw sprawdzić, co nadal zostało.
Bo być może ostatnim razem uczyłeś się angielskiego do matury, a dziś potrzebujesz go na spotkaniach w pracy. Może kiedyś najważniejsza była gramatyka, a teraz chcesz po prostu bez stresu porozmawiać podczas podróży. A może właściwie całkiem dobrze rozumiesz, tylko każde zdanie wypowiedziane na głos kosztuje Cię zdecydowanie więcej wysiłku, niż byś chciał.
To już jest zupełnie inny punkt startu.
Nie zakładaj, że wszystko przepadło
Przy powrocie do języka łatwo skupić się na brakach. Nie pamiętam tego czasu. Zapomniałem słowa. Kiedyś mówiłem lepiej.
Dużo bardziej użyteczne jest inne pytanie: co już potrafię zrobić po angielsku?
Spróbuj przez kilka dni poobserwować siebie. Czy rozumiesz sens krótkiego filmu? Potrafisz napisać prostą wiadomość? Dogadasz się w hotelu lub restauracji? Rozumiesz pytanie, ale potrzebujesz czasu na odpowiedź? A może największy problem pojawia się wtedy, gdy masz sama rozpocząć rozmowę?
Takie informacje mówią o Twoim angielskim więcej niż wynik jednego testu.
Po dłuższej przerwie język często wraca nierówno. Rozumienie może być dużo lepsze niż mówienie. Słownictwo dotyczące pracy może działać całkiem sprawnie, a podczas zwykłej rozmowy nagle brakuje banalnego słowa. To normalne. Nasza znajomość języka nigdy nie jest jednym równym poziomem od A do Z.
Nie próbuj od razu odzyskać wszystkiego
Powrót do angielskiego potrafi uruchomić bardzo ambitne plany.
Aplikacja. Podcast codziennie rano. Serial bez napisów. Powtórka całej gramatyki. Sto słówek tygodniowo. Konwersacje.
Po kilku dniach okazuje się, że doba nadal ma 24 godziny, praca nie zniknęła, ktoś chce obiadu, pies spaceru, a człowiek najchętniej chciałby wieczorem po prostu obejrzeć coś głupiego.
Dlatego lepiej zacząć od jednego konkretnego celu.
Jeśli chcesz swobodniej rozmawiać podczas wyjazdów, zacznij od sytuacji, które naprawdę mogą Cię spotkać. Jeśli angielski jest Ci potrzebny w pracy, przyjrzyj się rozmowom, mailom i spotkaniom, w których bierzesz udział. Jeśli najbardziej przeszkadza Ci blokada w mówieniu, potrzebujesz przede wszystkim regularnego mówienia, a nie kolejnego zestawu ćwiczeń gramatycznych.
Dobrze dobrany pierwszy krok daje dużo więcej niż imponujący plan, którego nie da się utrzymać.
Nie odkładaj mówienia na później
Wielu dorosłych czeka z mówieniem do momentu, kiedy poczują się gotowi.
To trochę pechowy pomysł, bo gotowość bardzo często pojawia się właśnie dzięki mówieniu.
Na początku możesz potrzebować czasu. Możesz budować krótkie zdania. Możesz szukać słowa albo powiedzieć coś prostszego, niż powiedziałabyś po polsku. To nie świadczy o słabym angielskim. Świadczy o tym, że właśnie używasz języka, którego się uczysz.
Dorośli często stawiają sobie tutaj znacznie wyższe wymagania niż komukolwiek innemu. Gdy obcokrajowiec mówi po polsku trochę koślawo, zwykle doskonale rozumiemy, o co mu chodzi. Gdy sami popełnimy podobny błąd po angielsku, w głowie pojawia się komisja egzaminacyjna, gong i poczucie, że właśnie skompromitowaliśmy się przed społecznością międzynarodową.
Dobrze byłoby tę komisję trochę rozwiązać.
Przypominanie też jest częścią nauki
Po przerwie możesz mieć wrażenie, że kiedyś znałeś jakieś słowo, ale teraz nie możesz go wydobyć z pamięci. I właśnie to „mam je gdzieś z tyłu głowy” jest ważną informacją.
Mózg nie przechowuje języka jak segregatora, z którego zawsze bez problemu wyjmujesz odpowiednią kartkę. Im rzadziej czegoś używasz, tym trudniej do tego dotrzeć. Dlatego jednym z najważniejszych elementów powrotu jest przypominanie.
Nie chodzi o czytanie tej samej listy słówek dziesięć razy. Lepiej próbować wydobywać język z pamięci: opowiedzieć o czymś własnymi słowami, przypomnieć sobie zwrot bez zaglądania do notatek, użyć go kilka dni później w innym kontekście.
Wtedy język przestaje być czymś, co „rozpoznajesz”, a zaczyna być czymś, po co potrafisz sięgnąć.
Przyjrzyj się temu, co wcześniej nie działało
To pytanie jest trochę mniej wygodne, ale warto je sobie zadać.
Być może zabrakło czasu. Może grupa była za duża. Może przez pół lekcji robiłeś ćwiczenia, które kompletnie Cię nie obchodziły. Może bałeś się odezwać, bo każda wypowiedź kończyła się poprawianiem. A może zwyczajnie przyszło życie i angielski przez kilka lat nie był Ci do niczego potrzebny.
Nie ma sensu budować nowego planu, ignorując to, co nie działało wcześniej.
Jeśli wiesz, że nie będziesz robić godziny pracy domowej trzy razy w tygodniu, nie wpisuj jej do planu. Jeśli od ćwiczeń typu fill in the gaps robi Ci się smutno już na widok pierwszego zdania, poszukaj innego sposobu. Jeśli najbardziej zależy Ci na rozmowie, znajdź miejsce, w którym naprawdę będziesz rozmawiać.
Powrót do języka nie powinien polegać na ponownym zapisaniu się do dokładnie tej samej historii.
Możesz wrócić inaczej
W SPOCIE bardzo często spotykamy osoby, które wracają do angielskiego po latach. Nie zaczynamy wtedy od pytania: „Jaki podręcznik ostatnio skończyłeś?”. Bardziej interesuje nas to, co potrafisz teraz, czego potrzebujesz i jak chcesz używać angielskiego w swoim życiu.
Czasem trzeba coś odświeżyć. Czasem uporządkować gramatykę. Czasem przez kilka tygodni po prostu dużo mówić, żeby język zaczął znowu przychodzić łatwiej.
Nie musisz odzyskać całego angielskiego sprzed lat w pierwszym miesiącu. Wystarczy zacząć go znowu używać. Reszta bardzo często zaczyna wracać po drodze.