Blokada językowa ma paskudny zwyczaj pojawiać się dokładnie wtedy, kiedy najbardziej chciałbyś dobrze wypaść.
W domu spokojnie układasz zdania. W samochodzie prowadzisz całkiem błyskotliwą rozmowę sam ze sobą. Nawet pod prysznicem angielski brzmi zaskakująco przyzwoicie.
A potem ktoś naprawdę mówi: Hi, how are you?
I nagle Twój angielski wyprowadza się bez podania adresu.
Łatwo wtedy dojść do wniosku, że problemem jest za mała znajomość języka. Czasami faktycznie trzeba uzupełnić słownictwo albo gramatykę. Bardzo często jednak człowiek wie wystarczająco dużo, żeby się porozumieć. Trudność pojawia się gdzie indziej: w presji, w ocenianiu własnej wypowiedzi jeszcze zanim się skończyła, w przekonaniu, że skoro nie powiesz czegoś dobrze, lepiej chwilę poczekać.
Tyle że podczas tej chwili rozmowa zdążyła już trzy razy zmienić temat.
Dlatego pierwszym celem nie zawsze powinno być „mówić lepiej”. Czasem dużo ważniejsze jest nauczenie się mówić mimo tego, że zdanie nie będzie idealne.
Spróbuj świadomie upraszczać. Jeśli nie znasz konkretnego słowa, opisz je. Jeśli nie pamiętasz skomplikowanej konstrukcji, użyj prostszej. Jeśli potrzebujesz chwili, daj sobie chwilę.
Rozmowa nie jest testem gramatycznym. Drugi człowiek najczęściej naprawdę chce wiedzieć, co masz do powiedzenia.
Duże znaczenie ma też to, z kim ćwiczysz. Jeśli każda próba kończy się natychmiastowym poprawianiem pięciu błędów, trudno poczuć się swobodniej. Korekta jest potrzebna, ale warto wybierać moment. Czasem podczas rozmowy ważniejsze jest, żeby dokończyć myśl, zobaczyć, że zostało się zrozumianym i dopiero później wrócić do języka.
W SPOCIE bardzo zależy nam właśnie na tym. Możesz mówić wolniej, szukać słowa, zacząć zdanie jeszcze raz. My też czasem czegoś nie pamiętamy, choć angielskim zajmujemy się od lat.
Swoboda nie pojawia się zwykle przed pierwszą odważniejszą rozmową.
Buduje się w kolejnych.